środa, 16 kwietnia 2014

Nigdy nie przestałem cię kochać /cz. 1/

Jestem z Diego. Z Leonem rozstaliśmy się 3 lata temu i tyle samo się nie widzieliśmy. Zapomniałam nawet, jak wygląda. Ale mimo upływu czasu, ja cały czas kocham go wielką i jedyną miłością... O nim słyszałam, że podobno jest z Larą. Chcę, żeby był szczęśliwy. Jeśli z nią to mu się uda, to niech tak będzie. Tylko dlaczego w każdym momencie kiedy widzę, słyszę, przytulam czy całuję Diego, myślę o Leonie. Nie umiem tego powstrzymać, to silniejsze ode mnie...
- Violu, kochanie, coś się stało? Zamyśliłaś się.
- Nie, nic, tak sobie tylko myślałam o tym jak bardzo i niewyobrażalnie kocham Le... ciebie!
- Co? Jakie le ciebie?
- A wiesz, no bo, no, tego... po francusku przed słowami w rodzaju męskim czasem dodaje się 'le'.
- Ale co francuski ma do rzeczy?
- No bo sobie w myślach ćwiczyłam rozmowy po francusku, bo przecież niedługo wybieramy się do Francji.
- Aaa, przepraszam tak sobie tylko pomyślałem coś...
- Co?
- A nic, nieważne Violu.
- Jeśli tak sądzisz...
Wiedział, że chodzi mi o Leona. Jak głupio wypaliłam z tym francuskim... Idiotka. Ech, trudno, robi się późno, położę się. Mam dość tych napływających mi do głowy myśli.

Następnego dnia

Nie spałam w nocy. Nie potrafiłam zasnąć. Myśl, że w tej chwili może, całować, dotykać Larę, spędzała mi sen z powiek. Gdybym chociaż wiedziała, gdzie teraz jest... Fran i Cami powiedziały mi, że gdzieś wyjechał na kilka lat, żeby zapomnieć o mnie. Ale podobno ma wrócić.
- Fran, wiesz może kiedy on ma wrócić? - powiedziałam ze strachem w głosie.
- Nie jestem pewna ale pod koniec czerwca ma być w Buenos Aires - odpowiedziała.
- Czerwca?! Ale dzisiaj jest... 19 czerwca! On w każdej chwili może się tu zjawić!!! - wykrzyknęłam z euforią.
- Ale dlaczego się tak cieszysz? Przecież jesteś z Diego... - powiedziała Fran ze zdziwieniem.
- Bo... Fran, mogę ci ufać?
- Vilu, jesteśmy jak siostry, wiemy o sobie wszystko. Możesz mi ufać jak sobie samej.
- W porządku. Fran, ja... ja nadal kocham Leona. Nie potrafię bez niego żyć!
- Co?!?! Viola, ty chyba nie wiesz co ty mówisz...! - wykrzyczała.
- O co ci chodzi? - zapytałam, spodziewając się najgorszego.
- Violetta, Leon przyjeżdża tu, bo ma termin ślubu z Larą!
- CO?! - wybiegłam z domu.

Stałam przed domem ze łzami w oczach. Jak to możliwe, że tak szybko o mnie zapomniał? Zawsze mówił, że jestem Tą Jedyną i na zawsze...
W akcie desperacji wyskoczyłam na ulicę i rzuciłam się pod samochód...
...jednak w ostatniej chwili...
...ktoś złapał mnie od tyłu...
...ale byłam już za daleko...
...i rozległ się tylko gwałtowny huk... zza siebie usłyszałam słowa "Violetta, NIE!!!"

Dalej nic już nie pamiętam. Nie mam pojęcia, kim był ten ktoś, kto chciał uratować mi życie.

Obudziłam się w szpitalu. Leżałam na łóżku szpitalnym i nie mogłam poruszyć nawet małym palcem. Byłam sparaliżowana. Ciągle zastanawiałam się, kim była ta osoba, dzięki której przeżyłam. Poczułam wtedy coś dziwnego. Nie, to nie możliwe, to nie mógł być On, jego tu nie ma...

Nagle zobaczyłam uchylające się drzwi. Kto to może być? Przecież nikt nie wie o tym wypadku...
Gdyby tylko...





I TO BY BYŁO NA TYLE.
CZĘŚĆ DALSZA JUTRO :*
JAK MYŚLICIE, KTO URATOWAŁ VILU
I KTO WSZEDŁ DO NIEJ?
RACZEJ SIĘ DOMYŚLACIE ^^

~Violetta Verdas

1 komentarz: